Błękitna

A on dał jej błękitną suknię w kolorze swoich oczu.

A niebo zawsze przybierało taką barwę kiedy była w pobliżu…


         Jako młoda Anielica nosiła białą suknię, a jej skrzydła były małe. Zbyt małe by mogła długo unosić się w powietrzu. Częste szkolenia z innymi aniołami, wyprawy na ziemię, obserwacja ludzi i poznawanie ich zwyczajów miały wzbogacić jej anielski warsztat. Nie należała do tej grupy, która za wszelką cenę chciała wspiąć się na szczyt, by zmienić swoją pozycję na wyższą w kategorii chórów anielskich. Uczyła się pilnie i dokładnie. Wszystko co robiła, robiła z rozmysłem. Przepełniona świadomością, że któregoś dnia zstąpi na ziemię i zaopiekuje się jednym z ludzi, tylko motywowała do tego, by być jednym z lepszych opiekunów człowieczeństwa. 
Z precyzją dbała o biel swojej sukni. Z dokładnością pielęgnowała i ćwiczyła swoje skrzydła. 
Starsi aniołowie przyglądali się jej z rezerwą. Ciągle mieli wątpliwości co do jej samodzielnej pracy, gdyż Anielica była pozbawiona odrobiny szaleństwa. 
         Na ziemi brakowało opiekunów, więc najważniejszym było wysyłać ich jak najszybciej by zapobiegać katastrofom jakie czynili ludzie jeden wobec drugiego. 
Nadszedł ten dzień kiedy i ona stanęła przed obliczem swojego podopiecznego. Jej nieskazitelnie biała suknia lśniła w promieniach słońca odbijając blask na ciemnym ubraniu mężczyzny. Człowiek zagubiony chyba bardziej niż ona stał na skraju pięknego klifu. Obserwował spokojne morskie fale i płakał. Duże łzy spływały mu po policzkach, a z ust wyszeptywał pytania… Gdzie jesteś mój aniele, dlaczego Cię nie ma w chwilach w których najbardziej jesteś mi potrzebny? Spojrzała na mężczyznę. Przyglądała się jak jego łzy spływają po twarzy. Delikatnie wtargnęła do jego myśli prosząc, by wszystko opowiedział. Mężczyzna usiadł na zielonej trawie, skrzyżował nogi a jedną ręką podparł swój podbródek i zaczął mówić. Słowa najpierw szeptane wydobywały się z jego ust coraz szybciej by z każdym wypowiadanym zdaniem przybierać na sile dźwięku.
Słowa które brzmiały jak prośba przepełniona żalem. Słowa które powodowały że z każdym z nich ból stawał się coraz mniejszy. Skrzydlata słuchała w milczeniu co jakiś czas zmuszając mężczyznę do kontynuowania opowieści w której zawarta była głęboka miłość do kobiety. Kobiety która odeszła bez słowa zostawiając go samego. Kobiety która zniknęła z jego życia tak szybko jak sie pojawiła. Kobiety, która była dla niego całym światem. Była powietrzem i wodą. Światłem i mrokiem. Ciepłem i chłodem. Im więcej mówił tym mocniej płakał. Wyrzucał z siebie cały żal do świata, do przeznaczenia, do ludzi. 
Kiedy skończył zaskoczyła go wszechogarniająca cisza. Nie słyszał żadnych dźwięków i miał wrażenie jakby czas się zatrzymał. Uniósł głowę i spojrzał w niebo. Było błękitne. Jego błękit zdawał się być zupełnie inny niż dotychczas dostrzegał. Spojrzał na morze. Delikatne fale sprawiały wrażenie zatrzymanych w ruchu. Rozejrzał się dookoła. Jego wzrok przykuła jasna poświata odbijająca się na ciemnym ubraniu. Otworzył oczy ze zdumienia. Rękawem otarł pozostałości łez.
         Świetlista już wiedziała jakie jest jej zadanie. Bardzo powoli ukazała mu się w całej swej okazałości. Biała suknia i nieduże skrzydła nie pozostawiały żadnych złudzeń kim jest.
Mężczyzna spojrzał na nią z lekką trwogą. Anielica uchwyciła wzrok jego dotychczas szarych oczu. Usiadła obok i nic nie mówiąc uśmiechnęła się. Zobaczyła jak kąciki ust mężczyzny nieśmiało unoszą sie do góry, a oczy przybierają barwę błękitu. Im dłużej patrzyła tym mocniej czuła jak rosną jej skrzydła. Im intensywniej się wpatrywała tym z większym zdumieniem dostrzegała, że kolor jej sukni zaczyna przybierać barwę koloru oczu mężczyzny.
Wiedziała, że jemu jest przeznaczona. Wiedziała, że tylko ona może być mu pomocą i ostoją. Wiedziała, że tylko z jej czystym sercem mężczyzna już nie będzie sam, a uczucie osamotnienia odejdzie bezpowrotnie.
Powolnym ruchem dotknęła jego dłoni prosząc by wstał. Złapała za rękę. Nieśpiesznie udali się w stronę domu mężczyzny. Domu, który od tej chwili stał się też jej domem.
I on dał jej błękitną suknię w kolorze swoich oczu. A niebo zawsze przybierało taką barwę kiedy była w pobliżu…

Agnieszka Guja

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Shopping Cart
Scroll to Top